zabawy zimowe

Zabawy zimowe, najlepszym pomysłem na wspólne spędzanie czasu?

Zima to bardzo fajna pora roku, szczególnie dla dzieci. Jest jednak jeden warunek! Musi być śnieg! Zabawy zimowe przynoszą wiele korzyści zarówno dla malucha jak i dla dorosłych. Ale jakie korzyści mamy z zabaw na śniegu?

Zabawy zimowe mogą nam przynieść wiele korzyści, bez względu na to czy jesteśmy dzieckiem czy też dorosłym człowiekiem. Jest jeden warunek, aby zima była udana. Mianowicie musi być śnieg! Jest to czynnik niezbędny, aby spędzanie wspólnego czasu było wspaniałą przygodą. To ta puchata pierzynka o białym kolorze przynosi tak wiele radości. Zima to oczywiście niskie temperatury, wręcz minusowe. Jednak kiedy tylko posypie śnieg wszyscy mamy wrażenie, że otoczenie staje się cieplejsze, a świat z dołującej szarości zamienia się w czystą i przytulną biel. Jako kierowcy czy piesi często narzekamy na nadmiar puchu, bo nie możemy dotrzeć na miejsce, dojść bezpiecznie czy zaparkować. A transport publiczny jeździ według nie wiadomo komu znanego rozkładu. Z drugiej strony kto z nas, rodziców, nie widział malucha z przyklejonym do szyby nosem obserwującego szybujące z chmur płatki śniegu? Albo idące dziecko z wyciągniętym językiem i łapiące nim śnieżynki.

Wspólny czas zabaw

Zabawy zimowe to zupełnie inny sposób spędzania wspólnego czasu. Po pierwsze jesteśmy na dworze, wdychamy świeże powietrze. Oczywiście ostatnimi czasy to tzw. świeże powietrze jest sprawą dyskusyjną, szczególnie ze względu na panujący w miastach smog. Dzięki spacerom i zabawom na śniegu dzieci mogą zużyć wiecznie rozpierającą ich energię, ćwiczyć poruszanie się w wymagającym terenie jakim są zaspy. Dzięki temu wspomagamy rozwój ich układu ruchowego. Ćwiczymy również zmysł równowagi oraz motorykę rączek. Przecież zima to też lepienie bałwana czy kulek ze śniegu, usypywanie wierz i domków. A wszystko to robimy wspólnie wzmacniając nasze więzi rodzinne.

wspólna zabawa na śniegu

wspólna zabawa na śniegu

Kultowe sanki

Po tym jak w zeszłym roku kupiliśmy sanki i były w użyciu przez całą godzinę, myślałam że oddam je jako eksponat do muzeum. Jednak w tym roku mieliśmy okazję poszaleć na nich znacznie dłużej. Sanki zimą przynoszą wiele radości. Po pierwsze zjazdy z każdej możliwej górki dobre dla człowieka w każdym wieku. Można jeździć oczywiście w wielu konfiguracjach oraz pozach. Wywrotki wpisane są w tą aktywność i jeszcze nie zdarzyło nam się, aby skwitowane były inaczej niż uśmiechem. Urządzaliśmy również wyścigi: na jednych sankach siadały maluchy we dwójkę, na drugich starszak, a rodzice robili za napęd. Oj ten duch walki 🙂 Fajne było też to, iż synowie bawili się razem ciągając nawzajem na sankach bez zbędnych kłótni kto pierwszy.

jazda na sankach

Jazda na sankach

Dorosły jak dziecko

Zima to pora roku, która w banalny sposób potrafi wyzwolić w każdym małe dziecko. Kiedy wybieramy się z dziećmi na sanki, na okoliczne górki to zjazdom nie ma końca. A na torach saneczkowych co drugi sprzęt wiózł dorosłego. oczywiście w różnych konfiguracjach: z dzieckiem, biegnącego obok dziecka lub z dziecięcym uśmiechem na buzi jadącego samodzielnie. Z chęcią starzy sięgają po zabawy z dzieciństwa. Są to sanki, rzucanie się kulkami, nacieranie śniegiem czy lepienie bałwana. Lub po prostu z zapartym tchem maszerują na spacerze w zimowe krajobrazy.

Dajecie się ponieść wspomnieniom z dzieciństwa na spacerach z dziećmi w zimowym plenerze???

zima w lesie

zima w lesie

 




Istnieje 15 Komentarzy

Dodaj swój
  1. Magda

    I to bardzo:) Na sankach zjeżdżamy wszyscy i mamy z tego wielką frajdę. A na podwórku własnoręcznie usypałam dzieciom sporą górkę do zjazdów na jabłuszkach a tata … zrobił igloo. Kilka dni mu to zajęło w mrozie ale dał radę 🙂

  2. Matka-kura

    A dawne czasy miło jest czasami powspominać. Zwłaszcza te, gdy człowiek beztrosko – jak teraz jego własne dzieci – podchodził do wszystkiego co go otaczało. Zapraszam do siebie 🙂 U nas też było o zimowych zabawach 🙂

  3. Agni

    Moje niespełna trzyletnie dziecko, bardziej niz na sankach wolało zjeżdzać na tyłku 🙂 Ewentualnie na „jabłuszku” bo lepiej się ślizga – taki był oto pierwszy rozumny kontakt z sankami. Dziś za to byliśmy w lesie na spacerze i największą atrakcją było rozgrzebywanie śniegu patykami i to że ‚chrupał’ pod nogami. Radość taka, że aż miło było popatrzeć 🙂 Pozdrawiam


Zamieść nowy komentarz