kumulacjaszczc499c59bcia1-2

Agumama, czyli projekt KUMULACJA SZCZĘŚCIA!

Witam
Was serdecznie w kolejnej odsłonie naszego projektu – Kumulacja Szczęścia. Dziś poznacie Agnieszkę blogującą mamę z Agumama, dzięki której poznałam wielu rodziców bliźniaków. Bardzo jej za to dziękuję, ponieważ nie wiedziałam, że jest nas aż tylu! To co zaczynamy to spotkanie, ten wywiad? Zróbcie sobie pyszną kawę czy herbatę oraz złapcie kawałek dobrego ciacha i zapraszam do czytania 🙂
MnT: Na początku powiedzcie kilka słów o sobie. Skąd jesteście, czym zajmujecie się na co dzień.
Agumama: Ja jestem Warszawianką, tu się urodziłam, tu mieszkam. Marcin, mój partner i Tata Fasolaków, jest – tak się śmiejemy – Warszawianinem. Już nie Słoikiem bo mieszka w Warszawie tak długo, że przestał już wozić słoiki, a pochodzi z Łodzi.Wraz z urodzeniem się Fasolaków odkryłam w sobie dwie nowe pasję: jedną jest macierzyństwo a drugą blogowanie
MnT: A kogo możemy poznać w Waszej rodzinie?
Agumama: Nasza rodzina to 4 osoby: Agumama- Agnieszka, Tata – Marcin i Fasolaki – Staś i Jaś na blogu zwani Wiercisław i Żółwik. Przydomki chłopaków pochodzą jeszcze z czasu, gdy leżeli w szpitalu, na patologii noworodka. Wiercisław ciągle się wiercił, zarzucał na smacznie śpiącego brata to nóżkę, to rączkę, ciągle się rozpychał. Żółwik robił taka śmieszną minkę żółwiową, a przy tym, jak to wcześniaki, był bardzo pomarszczony, pofałdowany. I tak zostało.Dziś chłopcy mają już swoje, zarysowane charaktery: Staś jest człowieczkiem wiecznie zajętym, wszystko robi w biegu, szybko się uczy, je w locie. Jaś to typ myśliciela, usiądzie, pokontempluje, przejawia zdolności rysunkowe i pięknie nam śpiewa, ale jest też bardzo, bardzo emocjonalny zarówno złość jak i radość przeżywa całym sobą. My, rodzice, zawodowo jesteśmy zupełnymi skrajnościami – ja analityk, poukładana w pracy i w życiu. Marcin jest grafikiem komputerowym, artystyczną duszą z zamiłowaniem do śpiewania i gry na gitarze (mamy w domu dwóch domowników: elektryka i akustyka).
MnT: Jak zareagowaliście kiedy otrzymaliście wiadomość iż spodziewacie się bliźniaków? Czy wiąże się z tym jakaś historia?
Agumama: To było i nie było dla nas zaskoczenie. Staraliśmy się o dziecko od długiego już czasu, przeszliśmy sporo rożnych badań, a na końcu tej drogi była diagnoza, że w zasadzie tylko in vitro daje nam jakąś szansę na zostanie rodzicami. Nie wahaliśmy się długo. Mieliśmy sporo wsparcia, głównie w mojej Mamie, która nie roztrząsała się nad tym jacy to jesteśmy biedni, tylko cały czas powtarzała, że ile by to nie kosztowało to powinniśmy spróbować.
In vitro to nie jest tak „ot pójdę i se zrobię” in vitro, jak niektórzy myślą. Podejście do procedury okupione jest stresem, emocjami, nerwami, mnóstwem mniej bądź bardziej inwazyjnych badań. Czasami trudno jest też nieobecności uzasadnić w pracy. Pierwsze podejście – nieudane. Nie mogłam się otrząsnąć, długo płakałam. Drugie podejście – nieudane. Popadłam w depresję. Przed trzecim podejściem pojechaliśmy na urlop, staraliśmy się podejść na większym luzie. Jak widać się udało 😉 Ja już po wynikach beta-HCG wiedziałam, że coś jest na rzeczy i że to chyba nie jeden maluch nam rośnie 😉

MnT: Jaki był najpiękniejszy oraz najtrudniejszy moment w ciąży bliźniaczej?

Agumama: najpiękniejsze były wszystkie wizyty lekarskie, badania usg, oglądanie zmieniających się maluszków, pierwsze ruchy, kompletowanie wyprawki, odliczanie dni i snucie marzeń jacy chłopcy będą. Najtrudniejsze były dolegliwości. Ja miałam silne migreny, później zaczęły mi drętwieć ręce i nogi, w III trymestrze bardzo spuchłam. Zawsze byłam dość aktywna, więc ogromnie trudno było mi zaakceptować fakt, że gigantyczny brzuch zmienił mój środek ciężkości i już nie mogę nic dźwigać, ani pędzić. Sporo strachu najedliśmy się już, gdy trafiłam na patologię ciąży i gdy Fasolaki urodzili się tak wcześnie.

MnT: Jak sobie poradziliście jako rodzina z przyjęciem dwójki maluchów jednocześnie?
Agumama: chłopcy urodzili się 2 miesiące przed terminem. Tego się nie spodziewaliśmy. Ale już w pierwszej dobie po porodzie wszyscy „spięliśmy poślady”. Ja w szpitalu włączyłam o każdą kroplę pokarmu, Marcin kursował między szpitalami a domem z pokarmem, jedzeniem dla mnie i innymi niezbednymi akcesoriami. Moja Mama i siostra robiły nam zakupy. Później przez miesiąc, we dwoje, kursowaliśmy dom-szpital-dom jednocześnie dopinając wszystko na ostatni guzik przed przyjazdem Fasolaków do domu. Mieliśmy dużo wsparcia w mojej Mamie, przy dwójce maluchów na raz bardzo przydają się dodatkowe ręce do pomocy.
MnT: Czego najbardziej obawialiście się jako rodzice bliźniaków? Czy obawy się potwierdziły?
Agumama: hahahaha odpowiem chyba bardzo sztampowo: byliśmy przerażeni na myśl, że oba maluchy na raz płaczą z głodu. Były takie sytuacje, ale dziś, z doświadczenia wiem, że chyba najgorsze jest gdy maluchy na raz chorują np. Rotawirus. To jest wyzwanie!
MnT: Czy bliźnięta to kumulacja szczęścia czy też problemów i wyzwań?
Agumama: I to, i to. Ale szczęście przeważa szalę. Gdybym miała wybrać jedną rzecz, najfantastyczniejszą w posiadaniu bliźniąt to byłby to fakt jaką mają ze sobą szczególną relację, jak się sobą zajmują, jak na siebie reagują, jaki mają wspólny język. Uwielbiam to obserwować!
MnT: Czy udało się Wam karmić maluchy naturalnie?
Agumama: tak, Fasolaki mają 1,5 roku i do dziś jeszcze są na piersi. Nieskromnie powiem, że to mój sukces. Ale staram się o tym naszym sukcesie mówić dużo i głośno, żeby wesprzeć inne mamy, które chcą karmić naturalnie i potrzebują własnie takiej pozytywnej energii i wiary w to, że można.
MnT: Jakie najdziwniejsze, najśmieszniejsze lub najbardziej denerwujące wypowiedzi i rady na temat bliźniąt usłyszeliście jako rodzice?
Agumama: Było tego trochę. Jaś i Staś otrzymali imiona po naszych dziadkach. Jan to dziadek Marcina a Stanisław to mój dziadek. Kiedyś mój wujek zapytał dlaczego nie daliśmy im na imię odwrotnie skoro Jaś jest bardziej podobny do mojej rodziny a Staś do rodziny Marcina. Wkurzające było jak w przychodni pytano nas czy to dziewczynki, chociaż zawsze ubrani byli „po męsku”. Oczywiście każdy standardowo pyta „czy jednojajowe?”. Ja najbardziej nie lubiłam i nie lubię tych, którzy nam współczują, że mamy bliźniaki. A czego tu współczuć?
MnT: Jakie akcesoria, gadżety czy rozwiązania okazały się najbardziej przydatne przy dwójce maluchów?
Agumama: pierwszym świetnym rozwiązaniem były rożki. Kompletując wyprawkę wahałam się, czy są potrzebne – były. Gdy maluchy były niespokojne, płaczliwe i nie dawało się ich ukoić, za radą położnych ze szpitala, owijaliśmy chłopców ciaśniutko rożkami i tak usypiali spokojnie. Kolejnym świetnym patentem były leżaczki bujaczki, mieliśmy jedne z prostszych, ale zdały egzamin niejednokrotnie n,p. Gdy jedna osoba zostawała z chłopcami w domu i jednego się karmiło a drugiego bujało noga w leżaczku.
MnT: Czy macie jakąś radę dla par spodziewających się bliźniaków?
Agumama: tak. Po pierwsze żeby przyszła mama bardzo o siebie dbała. Ciąża bliźniacza to nie jest czas na ekstremalne sporty, dźwiganie czy inne ekscesy. Jeżeli lekarz sugeruje zwolnienie z pracy to warto go posłuchać. Ciąża bliźniacza to ciąża wysokiego ryzyka. Kolejną radą jest planowanie przygotowań, kupno wyprawki z wyprzedzeniem bo bliźniaki lubią zrobić psikusa i pojawić się na świecie wcześniej. Wcześniejsze zakupy pomagają też rozłożyć w czasie koszty, a te są niemałe przy dwójce bobasów. I, co najważniejsze, warto zawczasu zadbać o swój związek, bardzo o siebie nawzajem dbać. Po porodzie świat zwariuje i trzeba mieć silną podstawę by przetrwać to i nadal pozostać kochającą się rodziną.
Bardzo dziękuję Agnieszka za te słowa. Zawsze myślałam nieskromnie, że tylko ja jestem takim HARDKOREM i wciąż karmię naturalnie, piersią bliźniaki choć mają pod koniec listopada 1,5 roku. Cieszę się, że nie jestem jedyna 🙂  Kochani czytelnicy jeśli chcecie poznać Agnieszkę jeszcze lepiej, czytać na co dzień i od święta zapraszam na jej bloga <<TUTAJ>> oraz profil na FB <<TUTAJ>>. A jeśli chcecie dołączyć do naszego projektu lub nie poznaliście wcześniejszych uczestników zapraszam <<TUTAJ>>.



Istnieją 2 Komentarze

Dodaj swój

Zamieść nowy komentarz