dsc_0422

Pufa, do której stoję w kolejce

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o pewnej pufie, która przywędrowała do naszego małego domku w zeszłym tygodniu. Kurier ledwo zatargał ją pod nasz dom, w bramce się mocował i zmieścić się nie mógł wcale. Małżonek jak zobaczył ten wielki wór, jak to on marudził że duże że gdzie to niby sobie postawię że po co takie „cóś” w domu… Realizacji żadnej z potrzeb w tym nie widział. Do czasu, oj do czasu. 

Ja ciężarna, zła na ta tyradę wzięłam pufę z synkiem i zatargałam do domku. I to był jeden z ostatnich momentów kiedy to bez większego problemu i kolejek matka miała okazję po obcować z nowym meblem. Najpierw synek wskoczył w pufę i w niej zaginął… Nosi ją ze sobą po całym domu i układa się ze swoim kako wygodnie, ginąc matce z oczu wśród powałów pufy. I dziecko w ciszy sączy swój napój bogów….
później nadszedł małżonek, marudnie patrząc na mebel na środku dywanu…. Wystarczyło jedno ułożenie, jedna dobrze dobrana pozycja i małżonek odpłynął… I tak co wieczór usypia w ugniecionej pod siebie pufie pochrapując cichutko… Czasami tylko dziecko z fantazją przysiądzie się do niego, bo się mieści maluszek obok tatki, przytuli się i pobędzie z nim w bliskości. 

A matka ciężarówka marzyła, aby odciążyć kręgosłup. Bo brzuch ciągnie, plecy trochę połupują gdy siedzi na fotelu lub krześle. Czasami się jej uda kiedy nikogo w domu nie ma ułożyć się spokojnie wśród styropianowych kulek i dać upust tej rozkosznej chwili i odpłynąć… Taki to błogi spokój ją opanowuje…
A wszystko to dzięki pufie od Pufoteki, którą polecam… I chyba będę musiała sprawić sobie jeszcze z jedną aby mieć takie mebelek tylko dla siebie:) Może Pufoteka się nade mną zmiłuje i mi drugą podaruje tym samym ciężarną poratuje:)




Istnieje 14 Komentarzy

Dodaj swój
  1. Perypetie Matki Prowincjonalnej

    Znam ten ból, mój M. nie chciał zgodzić się na fotel, piękny wiklinowy z ogroooomną poduchą, więc wymusiłam prezent na walentynki (taka jestem romantyczna) i zaczęło się, na palcach jednej ręki policzę ile razy załapałam się na fotel, żeby było śmieszniej M. dokupił sobie podnóżek 🙂 pozdrawiam


Zamieść nowy komentarz