dsc_0914-horz

Niedzielna wyprawa rowerowa

Kochani, 
dziś nic z rodzaju przetestowałam, zbadałam, poznała i już wiem:) Dziś coś o rodzinie i niedzieli. Zaczęła się okropnie, od małej sprzeczki niestety o ważne rzeczy o 7 rano. Już myślała, że kolejny wolny dzień spisany zostanie na straty, a niestety ostatnio często się to nam zdarzało. Potem na szczęście emocje opadły i udało nam się wstępnie ustalić kto i jak zajmuje się Jaśkiem przez cały tydzień, ponieważ ja muszę być po 8h w pracy. Myślę, że damy jakoś radę. Oby, trzymajcie kciuki bo nie łatwo jest tak poskładać opiekunów kilku do dziecka abym ja na spokojnie mogła iść do roboty. 
Potem wyruszyliśmy na basen, gdzie matka pływała z synem. Coraz cięższy ten nasz klocuszek, w sumie 12kg trzymaj całe 30 min w rękach, wykonuj różne akrobacje ato żabka, ato delfinek, ato nurek i cała reszta. Fajna zabawa dla dzieciaczków i mega szybki rozwój ruchowy. Ale dla takiej wychudzonej matki jak ja to też ciężki kawał dziecka do utrzymania. Jeśli ktokolwiek się jeszcze zastanawia czy warto, ja podpisuję się pod tym tematem obiema łapkami a nawet obiema stopami, mój Bystrzak zresztą również. Chodzimy ze szkrabem na basen odkąd skończył 4 miesiące, na specjalne zajęcia dla takich maluszków. Warto choćby ze względu na zbliżający się okres urlopowych wyjazdów nad wodę, będziecie pewniejsi siebie w wodzie z dzieckiem. My na pewno! 

Potem zakupy, wiem wiem w niedzielę Ci ludzie też by chcieli posiedzieć w domu:( Nie zazdroszczę im, ale niestety jakoś nie udaje mi się wybrać na większe zakupy w tygodniu. I tak oto jestem jedną z rzeszy tych złych konsumentów, nieczułych na krzywdy niedzielno-świątecznych pracowników. 
A potem szybki obiadek i wyprawa z maluszkiem na rowowy spacerek. Tydzień temu mąż odebrał rower z generalnego przeglądu, zakupił fotelik dla Jaśka oraz kask z biedronką:) Na ta chwilę wybraliśmy się nad jeziorko niedaleko naszego domu, z fajnymi ścieżkami wyznaczonymi dla spacerowiczów i rowerzystów. Chcieliśmy zobaczyć jak mały szkrabek będzie współpracował z kaskiem, rowerem i Bystrzakiem. Okazało się, że poszło im całkiem nieźle, kilka kółek zaliczone, Jaśko oglądał ludzi i ptaszki na jeziorku. Kask zaakceptował, choć o to bałam się najbardziej – nie lubi mieć niczego na głowie a co dopiero taką biedronę. Oczywiście na powrocie ulubiony plac zabaw musiał być zaliczony:) 




Istnieją 2 Komentarze

Dodaj swój

Zamieść nowy komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.