dsc_0226

wspomnienia sobotniego koncertu

Już dawno miałam się zabrać za pisanie tego postu, aż się prosiło. Ale jakoś tak się ciągle nie składało, coś było ważniejsze i pierwsze do załatwienia. Ale już jestem i postaram się skrobnąć kilka słów.
W sobotę 2.03 dzięki wygranej w konkursie organizowanym przez nasze szczecińskie centrum handlowe na FB poszłam z mężem na koncert belgijskiej grupy Triggerfinger.O samej grupie pisałam troszkę w poprzednim poście. Koncert odbywał się w klubie Lulu. Pierwsze co mnie zaskoczyło to był wielki przekrój wiekowy, na koncert przyszły dzieciaki z rodzicami tak po 10lat ale i ludzie w dojrzałym wieku po 50,60 lat na karku. Także towarzystwo było bardzo przemieszane. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam:) Ale w żaden sposób to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie było bardzo ciekawym zjawiskiem natury społecznej:) Żeby nie było oczywiście wszyscy bawili się równie dobrze.
Na rozgrzewkę grał saport, niestety z przykrością nie pamiętam jak się nazywali ale było bardzo miło:)

Potem po krótkim oczekiwaniu na rozstawienie sprzętu zaczęło się prawdziwe granie. Chłopaki rzeczywiście mają pod 50-tkę a fikali na scenie jaki młodziaki. Skakali, tańczyli z gitarami a frontman nawet wskoczył z gitarą na wierzę ustawioną z głośników. Nie można pominąć perkusisty, który wylewał z siebie ostatnie poty, ale każdy wydawany przez niego dźwięk był tego wart. Na koniec była moja piosenka, sala śpiewała i bujała się w takty jej melodii, a dodatkowo perkusista grał na szklance i kubku jej rytm… Fajnie było ponieść się tej fali na sali:) Każdemu życzę takiej chwili choć co jakiś czas:) Kiedy odrywasz się od codzienność, od siebie, od złości i kłopotów, od wszystkiego co cię frustruje i płyniesz tam gdzie cię poniesie melodia:) Cudo….
Poniżej kilka fotek z koncertu:) Warto było….




Brak komentarzy

Dodaj swój